Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OKT kids. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OKT kids. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 maja 2015

OKT Kids bidon i butelka - akcja testowa

Jakiś czas temu mieliśmy przyjemność przetestować produkty firmy OKT Kids. Informację o naborze do testów przypadkiem znalazłam na Facebooku i trafiliśmy w grupę docelową tej firmy 😉 Testowaliśmy bidon i butelkę z płaskim dziubkiem.

Akurat byłam na etapie poszukiwania bidonu dla Wojtusia,  który nie potrafił pić przez słomkę. Standardowe słomki do niego nie przemawiały,  więc miałam nadzieję, że kolorowy bidon pomoże nam w nauce. Jakie było moje zdziwienie,  kiedy za pierwszym razem udało mu się z niego napić! Słomka nie jest zbyt cienka, więc spokojnie można ją wyczyścić. Bidon jest dość duży, ale mimo wszystko idealnie wpasował się w maleńkie rączki Wojtusia. Jego gabaryty przeszkadzają jedynie podczas jazdy rowerem - nie mieści się w uchwycie na bidon. No i... mamy problem z przeciekaniem. Tego najbardziej się obawiałam! Niestety trzeba to mocno dokręcać, a i tak zdarzyło się, że picie leciało górą. Także bidon w worek i do torby 😉

Co do butelki z płaskim dziubkiem,  to jest rewelacyjna. Bardzo dobrze się z niej pije. Synek ją pokochał 😊

Produkty firmy OKT Kids z całą pewnością wykonane są z bardzo dobrej jakości plastyku! To nie pierwsze i nie ostatnie produkty tej marki w naszym domu. Firma dba o swoich klientów,  ich satysfakcję. Świetna cena i jakość produktów do nas przemawiają!  😄

sobota, 25 kwietnia 2015

Mamy fajne Mamy

Moja 5-letnia córka weszła już na dobre w okres koleżeńskich imprez urodzinowych. Od stycznia była już na czterech takich zabawach. Jutro idziemy na piątą, a z szóstej (również kwietniowej) rezygnujemy ze względu na formę. Niezły wynik, prawda?

Wydawać by się mogło, że to lekka przesada, że niezdrowo, że zbyt drogo. Nieprawda!

Po pierwsze: jeśli otrzymujesz zaproszenie, to znaczy, że ktoś naprawdę chce Cię widzieć. Nie robi tego z uprzejmości. Dzieci są takie... dosłowne. Zapraszają tylko tych, których lubią i koniec. Więc, dlaczego dziecku robić przykrość? I swojemu, i solenizantowi? 
Po drugie: im dzieci częściej się widują (wiem, że od poniedziałku do piątku z niektórymi to AŻ za dużo), tym ich więź się bardziej zacieśnia. Tworzą się przyjaźnie, które również bardzo istotnie budują tożsamość młodego człowieka. Uczą, naprawdę uczą - inności, wrażliwości i zaznajamiają ze światem. Często takie spojrzenie na inną rodzinę jest ciekawym przeżyciem - jej relacje mogą być dobrą nauką albo przestrogą dla nas Rodziców.
Po trzecie: jakie drogo?! Prezenty na koleżeńskie urodziny, to małe podarunki. Zawsze staramy się robić prezenty do 50 zł, czasami 60 zł. Kiedy zorganizowaliśmy takie urodziny dla Mai w klubie zabaw dla dzieci, to tak naprawdę mieliśmy ogląd na to, jakie "robi się prezenty". Prezenty mieściły się w przedziale 30-60 zł. Nie, nie biegałam po sklepach i nie sprawdzałam cen (bardzo tego nie lubię!), ale mam świadomość, ile kosztuje lalka Barbie albo gra edukacyjna czy książeczki z naklejkami itp. Odetchnęłam z ulgą, bo prezenty są w granicach zdrowego rozsądku. Poza tym warto spojrzeć na koszty, jakie ponosi rodzic organizując takie urodziny. W popularnym u nas klubie zabaw wynosi on 30 zł za dziecko + kawa, ciasto dla rodzica.
Po czwarte: nie było to uwzględnione, ale takie urodziny, to świetna okazja do spotkania się RODZICÓW! Na pierwsze koleżeńskie urodziny Maja została zawieziona przez mojego Męża i odebrana po zakończeniu. Mąż mówił, że niektórzy rodzice zostają... Trochę mnie to zdziwiło. Po co zostają? Pilnują swoich dzieci? Na kolejnych urodzinach również została sama. W sumie to dobra okazja dla rodziców pobycia sam na sam albo załatwienia swoich spraw. Na trzecie urodziny pojechałam z nią. Chciałam zobaczyć, o co chodzi w tym wszystkim. Zostałam i teraz jeżdżę już na każde urodziny. Dzieci bawią się pod okiem opiekunki, a rodzice rozmawiają. Najczęściej na temat dzieci, ale jest tak przyjaźnie, każdy każdego rozumie. Dochodzimy do wniosku, że mamy te same problemy. Podrzucamy sobie pomysły na złagodzenie jakiejś sytuacji. Radzimy się, wspieramy. I mimo że jest to chwilowe, to później spotykamy się w przedszkolu zaprowadzając lub odbierając swoje pociechy i łatwiej... rozmawiamy. Nawiązujemy ze sobą nici porozumienia. Nasze dzieci naprawdę nas łączą.



Dzisiaj przeszłam na kolejny etap. Jedna z mam zaprosiła Maję i przy okazji mnie (nie mogłam nie skorzystać!) na odwiedzenie ich w domu. Okazało się, że będą jeszcze dwie mamy z dziećmi. I wiecie co? Było fantastycznie! Dzieci bawiły się świetnie. Maja zobaczyła, jak mieszka jej koleżanka, jakie relacje łączą jej rodzinę i na sam koniec stwierdziła, że chce zostać jeszcze 5 godzin. A Mamy mogły porozmawiać o swoich pociechach i poczuć się mniej samotne i zagubione na obecnym etapie rozwojowym naszych dzieci. Naprawdę doszłyśmy do wniosku, że mamy te same problemy. Choć słowo problemy jest zbyt wyolbrzymione. W naszych domach dzieje się podobnie. Nasze dzieci fundują nam te same skoki ciśnienia. Padło kilka cennych rad ze strony mamy, która zachowuje zimną krew w sytuacjach kryzysowych. Chcę z nich skorzystać. Teraz planuję zaprosić te Mamy do siebie. Podsycić tym przyjaźń naszych pociech i być może zacieśnić bliższe relacje z nimi. Czas pokaże. Po dzisiejszym dniu jestem naładowana pozytywną energią!







Zmieniając zupełnie temat. Testuję obecnie krem Avon Nutra Effects, więc niebawem relacja. W przyszłym tygodniu mam otrzymać przesyłkę z butelką i bidonem od OKT Kids. Miałam się rozglądać za bidonem dla Wojtka (oby nie był różowy!). I jeszcze późnym wieczorem dostałam maila od Le Petit Marseillais - wygląda na to, że szykują dla mnie pachnącą przesyłkę :) To był naprawdę świetny dzień!